Wysyłka zamówień powyżej 179 zł GRATIS

Szukaj

Tatarzy. Wojownicy stepu

Michał, 1 marzec 2021
Tatarzy. Wojownicy stepu

Głównym atutem taktycznym wojska tatarskiego była jego duża ruchliwość. Juraj Križanić pisał: „jeśli Tatarzy uciekną, nikt ich nie dogoni, a jeśli będą ścigać, nikt im nie ujdzie”. Szybka ucieczka przed pościgiem i bezlitosna pogoń za uciekinierami były praktycznie stosowane od najdawniejszych czasów i stanowiły o stałej przewadze ludów stepowych nad armiami osiadłych społeczeństw.

W boju jazda tatarska uderzała szeroką ławą w szyku bardzo głębokim, złożonym z kilku, a nawet kilkunastu (12–15) szeregów, choć najczęściej w dość luźnym, rozproszonym, z wysuniętymi do przodu skrzydłami i cofniętym nieco centrum. „Szybkość, z jaką oddziały tatarskie ustawiają się w szyku i wykonują rozkazy, jest imponująca, ponieważ są oni nie tylko posłuszni poleceniom swoich wodzów i naczelników, ale także reagują na każde ich skinienie, a nawet sam widok bata (co jest u nich starym zwyczajem) wystarcza do wywołania posłuszeństwa. Są do tego stopnia zdyscyplinowani, że gdy jest taka konieczność, sami bardzo łatwo ustawiają się we właściwych szykach”.

Tatarzy krymscy uważali bitwy na otwartym terenie za swój żywioł. Wzorem ludów Daszt-i Kipczak (Stepu Kipczackiego) preferowali walkę na dystans, zasypując przeciwnika chmarą strzał. „Walczyli w nierównych rzędach, na podobieństwo kruków latali z różnych stron i w różnych kierunkach” – pisał Juraj Križanić. W taktyce walki przeważała tendencja do okrążenia przeciwnika. Wymagało to zaskoczenia, siły główne musiały być więc osłonięte linią harcowników. Tatarzy starali się uchylać od uderzenia czołowego cięższej od nich jazdy polskiej, usiłując uchwycić skrzydła przeciwnika i wyjść na jego tyły. Głębokie uszykowanie w kilka linii jazdy umożliwiało wykorzystanie tylnych szeregów do oskrzydlenia nieprzyjaciela, najczęściej ze swojego prawego skrzydła, gdyż łatwiej było w ten sposób strzelać z łuku.

Polsko-litewskie źródła z XVI–XVII wieku donoszą, że Tatarzy obchodzili lewą flankę przeciwnika, gdyż to pozwalało im na prowadzenie skuteczniejszego ostrzału. Według Michalona Litwina Tatarzy krymscy „zawsze jako pierwsi wchodzą do walki, starając się uchwycić lewą flankę nieprzyjacielskich wojsk, aby wygodniej było im strzelać”. Jednakże nie zawsze było to możliwe i właściwsze było wybranie do obejścia tego skrzydła, które było dogodniejsze ze względu na warunki terenowe i stan gotowości własnych oddziałów oraz sił przeciwnika. Chorwacki szlachcic ostrzegał: „Należy szczególnie unikać wydawania Tatarom bitwy w otwartym polu, gdzie mogą nas okrążyć ze wszystkich stron; użytecznym dla nas jest stawać do boju w innym miejscu, jak na przykład przy przeprawach przez rzeki lub w wąwozach w pobliżu lasu, za fortyfikacjami i tak dalej”.

Gdy przyszło im atakować nieprzyjaciela od czoła, Tatarzy starali się wykorzystywać słabe punkty wrogiej linii bojowej, uderzając w luki pomiędzy jednostkami wroga. W wypadku gdy ordyńcy natrafili na twardy opór przeciwnika, natychmiast wycofywali się, chcąc go wywabić i rozbić wysunięte zbyt daleko, odizolowane oddziały wroga. Dlatego często porównywano ich z wiatrem, ptakami czy nawet stadami much. W obliczu silnego oporu ordyńcy zmieniali kierunek ataku. Podchodząc do linii nieprzyjaciela, oddziały kolejno atakowały wroga, strzelały i odchodziły, ustępując miejsca innym oddziałom; ten manewr powtarzały wielokrotnie.

Według Diariusza ekspedycyjej zborowskiej walka Tatarów toczona na dystans wyglądała następująco: „A gdy [Adil] murza i sami strzały mieli wypuszczać z cięciw, tedy zaraz czynili drudzy Tatarowie plac wolny, a tylko co wystrzelili, zaraz ich kupami zasłaniali strzelając sami”. Stosowano też taktykę pozorowanej ucieczki w celu skłonienia przeciwnika do rozpoczęcia pościgu, a tym samym do rozluźnienia szyku, by umożliwić skrzydłowym elementom osaczenie wroga. Główną bronią Tatarów był łuk, nie szabla. Wojownik tatarski miał w kołczanie od 18 do 20 strzał zwykłych i jedną o wiele dłuższą, zapalającą. 


Tatarzy często siedzieli w siodle z podkurczonymi nogami, co pozwalało im strzelać w dowolnym kierunku, także do tyłu. Kierowali końmi za pomocą najprostszych i najlżejszych uzd, a zamiast ostróg używali bicza. Tylko najbogatsi mieli uzbrojenie ochronne, często zdobyczne, w postaci kolczugi, szyszaka lub misiurki. Pozostali, jak podaje Beauplan, „z braku środków wyruszają na wojnę, tak jak stoją”, ubrani „w opończę baranią, a w upał lub deszcz obracają ją wełną na wierzch i gdy się ich tak widzi ubranych podczas niespodziewanego spotkania w polu, dają powód do trwogi, jako że można ich wziąć za białe niedźwiedzie posadzone na koniach, ale zimą, w chłód, odwracają swą szubę wełną wewnątrz, a podobnie czynią z czapkami, które są z tej samej materii”.


Pamiętnikarz i inżynier francuski tak opisuje starcie ordyńców krymskich z cięższą kawalerią polską: „Jeśli zdarzy się im spotkać wzajemnie rankiem czy też wieczorem, na godzinę czasu od wschodzącego czy też zachodzącego słońca, to zmagania obu stron zmierzają do tego, aby ustawić się w ten sposób, by słońce mieć za plecami. Wygląda to tak, jak gdyby dwa statki na morzu ścigały się o przychylność wiatru. Na koniec, jeśli Polacy wedrą się między Tatarzynów, a ci nie czują się na tyle silni, by ten pojedynek podtrzymać z szablą w dłoni, to rozpraszają się jako muchy i każdy ucieka na własną rękę, choć jeszcze wycofując się strzelają z łuków, a czynią to w pędzie puściwszy cugle [i] tak zręcznie, że [chociaż] brakuje zaledwie 60 do 100 kroków, by pochwycić ich człowieka, Polacy jednakowoż nie mogą ich doścignąć, jako że konie ich nie są tak wytrzymałe jak konie wrogów.

Następnie Tatarzy ponownie się gromadzą o 1/4 mili od tego miejsca i ponownie rozpoczynają szarżę na Polaków od czoła, następnie, gdy wtargną w ich szeregi, znów się rozpraszają, kierując się zawsze na lewo, nie mogąc tego czynić na prawo. Tak tymi manewrami wymęczą Polaków, że zmuszają ich do wycofania się, ponieważ zmagania te mają miejsce […] gdy Tatarzy są w przewadze jeden do dziesięciu. W innych przypadkach strzelają jedynie z dala bez przybliżania się zbytniego”.

W starciu wręcz Tatarzy nie ustępowali jeździe polskiej. Jeśli doszło do walki, wykazywali się wielką determinacją. Anonimowy polski autor pisał w 1651 roku, że konnica tatarska „par szablą, ale impar ogniem” kawalerii polskiej, czyli była równa jej w walce wręcz, ale ta ostatnia górowała nad nią siłą ognia. Z uwagi na rabunkowy charakter wypraw zarówno przeciwko Rzeczypospolitej, jak i Moskwie, unikali jednak staczania bitew. Ich głównym celem było bowiem zdobycie możliwie dużych łupów i schwytanie jak największej liczby brańców, a potem natychmiastowy odskok do swoich siedzib, na Krym lub do Budziaku. Jednak zaskoczeni z wielką determinacją i poświęceniem bronili zagarniętych łupów i jasyru. „Tatarzy biją się jedynie w defensywie, a do tego muszą być jeszcze czymś porządnie przynagleni, albo chyba że zdarzy się, iż jest ich [jak wspomniano wyżej] dziesięciu na jednego […]. Ci łotrzykowie (tak chyba trzeba nazwać tych Tatarów) nie wkraczają wcale do Polski po to, by się bić, lecz by łupić i grabić przez zaskoczenie. Gdy spotykają Polaków, to ci przeważnie pokonują ich łatwo i zmuszają do odwrotu, a Tatarzy tym razem szybciej uciekają”.

Z uwagi na prowadzony na wpół koczowniczy tryb życia i zapóźnienie gospodarcze w stosunku do państw ościennych Tatarzy praktycznie nie używali broni palnej i w starciu w polu unikali oddziałów w nią uzbrojonych. Ewlija Czelebi pisze: „Tatarzy bowiem strzelać z rusznic nie umieją, boją się ich i tam, gdzie rusznice, się nie zbliżają, nawet nie podchodzą powiadając: «Tam dużo myłtyków» (bo rusznice nazywają Tatarzy myłtyk)”. Nie oznacza to jednak, że jej całkiem nie znali i nigdy nie stosowali. Już w XVI wieku chanowie ciągnąc na Moskwę prowadzili ze sobą artylerię, np. w 1555 roku Dewlet Girej użył broni palnej w bitwie koło Sudbiszczi, a w 1572 roku w starciu nad Mołodią. Na Krymie istniały dwa oddziały uzbrojone w lontową broń palną. Byli to kapykułowie (słudzy dworu), pozostający na żołdzie chana, i segbanowie (sejmeni, semeni), opłacani przez Portę Otomańską. Oddziały tych „strzelców” rekrutowane były wśród młodzieży greckiej i kaukaskiej. Strzelcy ci zabierani byli tylko na większe wyprawy. Walczyli pieszo, a jedynie w marszu używali koni. Niekiedy, jak w 1624 roku, Tatarzy prowadzili ze sobą lekką artylerię.

Fragment książki Witolda Biernackiego "Żółte Wody - Korsuń".

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów